: startujemy : : nocna kuchnia : : multi-medialnie : : coctail towarzyski :

: newsy : : kontakt : : konkursy :

puby restauracje
kawiarnie kluby
pizzerie kawalerskie
dyskoteki bary
hotele online

www.nocnygdansk.pl/lokale.php?nrlok=106

Strefa Reklamy:




01-05-2006 | Resident Evil 4 - PS2

Zombiaki zaatakowały Nas już dawno temu. Do mnie wylazły z ekranu w trakcie obadywania pierwszego PSX przyciągniętego przez siostrę.
Do były czasy, gdy wyciągający swe przegniłe łapska truposz, zbliżał się wolny krokiem. Pad robił za giwerę na ekranie. Kilka strzałów i zombiak, zalewając się krwią, dogorywał na podłodze opuszczonego domostwa.
Gierkę dostałem do recenzji wczesnym porankiem jednak natłok obowiązków (pozdrowienia dla mego skarbka w ich znajdowaniu ;)) spowodował, że pierwszy seans zaczął się około 23:00. Zresztą akurat pora była całkiem dobra, bo w Resident Evil trzeba grać w nocy, nie wiedzieliście?
Jak prawie zawsze w tej serii wita nas proste menu. Raczej nic szczególnego w nim nie ma.
Następnie nieco krótkie intro, w którym  Leon Kennedy (tak tak, to ten gostek z RE2) jest rządowym agentem wysłanym do El Pueblo.
No cóż historyjka raczej zaczyna się sztampowo. Nasz dzielny hojrak zostaje wysłany do  zapyziałej, hiszpańskiej wioski, aby odszukać porwaną Ashley, która jest oczywiście bardzo ważną personą  - córkę prezydenta USA. Z tej nieco zalatującej starym kotletem opowieści udaję wykrzesać nieco polotu doskonałym stylem narracji i hollywoodzkim blichtrem.
Starych residentowych wyjadaczy może nieco zaskoczyć inny sposób prezentacji głównego Hiroła. Teraz nie widzimy go już z dramatycznie zawieszonych kamer, a śledzimy go zza jego rozrośniętych pleców.
NA początek trafiamy do wioski rodem z dawnego PGR i jak przystało na taką socjalistyczną architekturę trafiamy na “uwidlonego” wieśniaka. Proszę nie brać ze mnie przykładu na żywo, gdyż ja poczęstowałem go kilkoma kulkami. To ostudziło jego zapędy do zapoznania mnie z swoją końcówką... heh wideł ;) Potem poszedłem na dalsze zbawianie “pegieeru” i jego namolnych mieszkańców.

Z transu wyrwało mnie kochanie, goniąc mnie do łóżka prawie poranną porą... Co się działo w trakcie tych “zaginionych” godzin postaram się opisać poniżej

Tak więc  wracamy  do właściwego mięcha gry, a tego jest na prawdę pod dostatkiem. Widok TPP początkowo nakierował mnie na przypuszczenia o strzelankowości gry. Czyli więcej walimy z giwer niż z bańki. Znaczy się myślimy więcej głową. Jednak twórcy gier postawili na kompromis. Mamy główkowanie ale i dobre akcje strzelane. Są headshoty i trafienia w rzępkę kolana no i oczywiście serie pakowane bezpośrednio w korpus.
Jeżeli chodzi o oponentów to zarówno zombii jak i zarażeni wiochmeni zaskakują pozytywnie inteligencją. Robią uniki przed strzałami, biegają i starają się osłonić swe czerepy przed strzałami.
No i esencja każdej gry czyli bonzowie.

Maszkary w Resident Evil 4 potrafią być prawdziwą zmorą ;) , a bossowie to już prawdziwe klęcie i puszczanie niecenzuralnych określeń. Jest tu parę lokalnych „stworzaków” miażdżących swoimi rozmiarami dosłownie i w przenośni, jest paru zmutowanych twardzieli wyposażonych w macki, szpony, kolce i oślizgłe gadżety. I choć nasz arsenał broni jest niewątpliwie bogaty, tym co powstrzymuje od ciągłego prucia z najlepszych giwer jest, tradycyjnie dla serii, konieczność oszczędzania amunicji. Jeśli ktoś się z niej „wyszczela”, może się okazać, że na potężnego bossa przyjdzie mu iść z nożem. Jest on dostępny w każdej chwili pod przyciskiem L1, a używanie tego narzędzia polecam nie tylko wielbicielom walki w zwarciu – nóż jest skuteczny i pozwala oszczędzać cenną amunicję. Nowe rodzaje broni można nabyć w Sklepie, co jest jakby nie patrzeć nowum w tej serii.

Amunicja nie jest jedyną rzeczą, jakiej będziecie poszukiwać podczas zwiedzania ponurych lokacji. Resident nie zatracił swego klasycznego składnika, czyli elementów zbieractwa, które objawia się tym, że co jakiś czas trzeba będzie odszukać kawałki medalionu czy elementy płaskorzeźby potrzebne do otwarcia dalszej drogi. Czysto przygodowych elementów jest tu więcej – w miarę proste łamigłówki, przełączanie dźwigni, wybór właściwych drzwi, uważne szukanie poukrywanych miejsc i dóbr.  Nie mogło też zabraknąć roślinek występujących w trzech kolorach, które zmiksowane zwiększają swe właściwości lecznicze. Garnitur broni to  niewielkie zabawki w stylu beretty, bardziej wystrzałowe shotguny, półautomatyczne, szybkostrzelne “urządzonka robiące duże dziurki”, czy wreszcie armaty pokroju magnum o kalibrze znanym z Brudnego Harego. Do tego karabinki snajperskie, wyrzutnia min oraz oczywiście rakiet, a na deser granaty zwykłe, zapalające, oślepiające i cały osprzęt podnoszący skuteczność broni – lunety, wsporniki, i tym podobne. Po ukończeniu zaś gry z odpowiednimi wynikami, czekają na Was egzemplarze specjalne, które wszędobylskich wiochmenów przerobią na karmę dla wieprzków /tak przynajmniej karmił prosiaczki, pewien przemiły dżentelmen z doskonałego Przekrętu/.  

Po rozegraniu kilku nocnych sesyjek, mogę stwierdzić, że Resident powrócił do nas z wielką klasą. Giera jest  niesamowita, przerażająca i ostro ściskająca  za “cochones”.
Według mnie jest to ostatni z wielkich  survival-horrorów na ten generacji konsol. Jednym słowem sprzedajcie siostrę, brata, teściową (niepotrzebne skreślić) i gońcie do najbliższego sklepu po tę pozycję!!!

Hospes




komentarze archiwalne

www.blaszanybebenek.com www.miastoaniolow.com.pl www.barbados.com.pl fahrenheit www.panoramarestauracja.pl friends www.quepasa.com.pl

: startujemy : : nocna kuchnia : : multi-medialnie : : coctail towarzyski : : newsy : : kontakt : : konkursy :

Właścicielem serwisu nocnygdansk.pl jest Agencja Reklamowa PROMONET24
Copyright - 2003-2014 - Gdańskie Vademecum Imprezowicza. Wszystkie prawa zastrzeżone