: startujemy : : nocna kuchnia : : multi-medialnie : : coctail towarzyski :

: newsy : : kontakt : : konkursy :

puby restauracje
kawiarnie kluby
pizzerie kawalerskie
dyskoteki bary
hotele online

www.nocnygdansk.pl/lokale.php?nrlok=106

Strefa Reklamy:




17-05-2007 | ABC o balsamach do ciała

Kremy do pielęgnacji ciała są coraz bardziej specjalistyczne, dziś już na każdą jego partię: na szyję, na biust, na pośladki, na brzuch, na uda, na talię, nawet na trzęsące się pod pachami wałeczki tłuszczu.

Od pięt po czubek głowy nic nie ujdzie uwadze producentów kosmetyków.
No i te nazwy: "sexy look", "brazylijskie pośladki", "perfekcyjne uda, płaski brzuch"! Chociaż brzmią kusząco i zabawnie, przynajmniej wprost nie obiecują cudownych efektów. Gorzej z "koncentratami wyszczuplającymi", "efektami liposukcji" czy, za przeproszeniem, "serami z efektem podniesienia i powiększenia biustu". Na opakowaniach wielu kosmetyków do ciała można przeczytać, że krem "gwarantuje wyjątkowo silne działanie korygujące, porównywalne do chirurgicznego zabiegu z użyciem lasera" albo do "liftingu pośladków". Ba, znalazłam nawet taki, który miał przenosić tłuszcz z pupy na biust! Słowem kupisz i masz pośladki jak Doda i piersi jak Mandaryna.

A przecież balsam, krem czy koncentrat do ciała, nawet najwymyślniej nazwany, to ciągle tylko kosmetyk.
Jeden z nieodzownych, niekoniecznie drogich, za to codziennych sojuszników kobiecej urody. Zawsze warto go mieć pod ręką, szczególnie po kąpieli. Czy jest nawilżający, czy ujędrniający, czy zmniejszający cellulit, tak naprawdę wystarczy jeden, ale dobry. Z mocznikiem i retinolem na okołomieszkowe zapalenie skóry, z gliceryną i olejami roślinnymi do skóry suchej i odwodnionej, z kofeiną oraz miłorzębem japońskim na cellulit.

Kupując balsam, warto sprawdzać nie tylko składniki, ale również informacje, do jakiej skóry jest przeznaczony, szczególnie gdy mamy tłustą i trądzikową.
To trudne zadanie, bo na wielu kosmetykach nie ma takich oznaczeń. Są pewne obszary ciała, gdzie nadmierny łojotok bywa szczególnie uciążliwy. Na plecach i dekolcie bardzo często pojawiają się małe wykwity, które posmarowane dość tłustym balsamem "do-nie-wiadomo-jakiej cery" mogą jeszcze bardziej dokuczać. Dlatego lepszy będzie ten w formie lekkiej emulsji, żelu niż kremu, gęstego mleczka czy "masła" do ciała. I odwrotnie, przy skórze suchej warto wybrać balsam odżywczy i gęsty. Na pewno pojędrni, nawilży ciało, obroni je przed przedwczesnym starzeniem, ale cudów nie zdziała. Bo nie ma takiej możliwości, by sam kosmetyk zmniejszył obwód bioder o kilka centymetrów, czy powiększył o kilka milimetrów piersi. By tego "dokonać", musiałby wnikać bardzo głęboko w skórę, doprowadzając do zmian w jej strukturze i w tkance tłuszczowej. A wtedy musiałby być zarejestrowany jako lek, a nie jako kosmetyk. Najlepiej byłoby podawać go w zastrzyku.

Po co więc obiecywać gruszki na wierzbie?
Po pierwsze dlatego, że reklama jest dźwignią handlu - to jasne jak słońce. Po drugie, bo można to robić całkiem bezkarnie - na polskim rynku kosmetycznym szwankuje system kontroli. Od kiedy w Polsce obowiązuje ustawa kosmetyczna, która dostosowała nasze prawo do unijnego, kosmetyki przed wprowadzeniem na rynek nie muszą być już badane przez niezależne instytucje, np. Państwowy Zakład Higieny czy Instytut Matki i Dziecka, które kiedyś wydawały zgodę na ich wprowadzenie na rynek.

Dziś producent kosmetyku musi jedynie poinformować o swoim nowym kremie albo balsamie Główny Inspektorat Sanitarny.
Ten zaś, teoretycznie, w razie potrzeby może zlecić Państwowej Inspekcji Sanitarnej kontrolę kosmetyku. Teoretycznie, bo w praktyce zdarza się to rzadko. Dlatego nasze rodzime firmy kosmetyczne wymyślają najbardziej agresywne marketingowo nazwy kosmetyków. Po prostu czują się trochę bezkarne i piszą na opakowaniach, co im w duszy gra. Producenci zagraniczni czują większy respekt, bo w ich krajach system kontroli nowo wprowadzanych kosmetyków zwykle działa sprawnie. Weźmy choćby Stany Zjednoczone albo Francję - gdyby tam producent na opakowaniu napisał, że "krem powiększa biust" albo "likwiduje cellulit", co na polskich kosmetykach jest prawie na porządku dziennym, miałby od razu na karku nie tylko kontrolę organów państwowych, protesty organizacji konsumenckich, ale i "życzliwej" konkurencji. U nas, niestety, na rynku kosmetyków nadal panuje wolna amerykanka, więc tylko od nas zależy, czy damy się uwieść chwytliwym nazwom.

Za Katarzyną Bosacką

Sylana




komentarze archiwalne

www.blaszanybebenek.com www.miastoaniolow.com.pl www.barbados.com.pl fahrenheit www.panoramarestauracja.pl friends www.quepasa.com.pl

: startujemy : : nocna kuchnia : : multi-medialnie : : coctail towarzyski : : newsy : : kontakt : : konkursy :

Właścicielem serwisu nocnygdansk.pl jest Agencja Reklamowa PROMONET24
Copyright - 2003-2014 - Gdańskie Vademecum Imprezowicza. Wszystkie prawa zastrzeżone